Jak problemem czasem nie jest specjalizacja, ale środowisko pracy.
Historia Marzeny, lekarki na drugim roku specjalizacji, pokazuje, że wątpliwości zawodowe, lęk i objawy somatyczne często nie wynikają z braku kompetencji, lecz z braku poczucia bezpieczeństwa i przemocy relacyjnej w miejscu pracy. Case study opisuje przebieg psychoterapii oraz proces podejmowania decyzji o zmianie środowiska zawodowego.
Marzena była na drugim roku specjalizacji w jednym z dużych warszawskich szpitali (imię i niektóre szczegóły zostały zmienione w celu zachowania anonimowości), kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze wątpliwości dotyczące jej przyszłości w zawodzie.
Początkowo wybrała specjalizację z przekonaniem, że to właściwy kierunek. Jednak z czasem pojawiło się pytanie:
„Czy to na pewno jest miejsce, w którym chcę pracować przez kolejne lata?”
- Pierwszy sygnał: narastający dyskomfort zawodowy
Wątpliwości Marzeny nie wynikały z braku kompetencji ani zniechęcenia do medycyny.
Były reakcją na to, że specyfika pracy na oddziale różniła się od jej oczekiwań:
- zakres zadań był inny niż się spodziewała,
- pacjenci stanowili wąską, często źle rokującą grupę,
- praca wiązała się z silnym obciążeniem emocjonalnym.
Dodatkowo Marzena miała świadomość, że zmiana specjalizacji nie będzie już prosta — była już po pierwszym roku, co oznaczało dodatkowe wymagania formalne i administracyjne.
- Kiedy środowisko pracy zaczyna wpływać na zdrowie
Relacje z pielęgniarkami
W toku spotkań Marzena zaczęła opisywać narastające napięcie związane z relacjami z częścią pielęgniarek.
Czuła się traktowana z góry, miała poczucie, że jej decyzje bywają podważane, a zalecenia nie zawsze traktowane poważnie.
Największy lęk budziły dyżury — stawały się nieprzewidywalne:
- czy trafi na sprzyjający zespół,
- czy jej zlecenia zostaną wykonane,
- czy znów będzie musiała „przeforsować” swoje decyzje.
Z czasem pojawiły się objawy somatyczne, typowe dla przewlekłego stresu:
- bóle brzucha,
- bóle głowy,
- narastające napięcie przed dyżurem.
Objawy łagodniały, gdy współpraca na dyżurze układała się dobrze, i nasilały się w kontaktach z osobami, które Marzena odbierała jako wrogo nastawione.
Z jednej strony sztywna, silnie zhierarchizowana struktura oddziału, z drugiej — niejasny podział kompetencji i odpowiedzialności. To rzeczywistość, z którą często spotykamy się na polskich oddziałach. Charakterystyczne są dla niej zjawiska takie jak „walka o władzę”, mechanizm „fali” oraz autorytarny, restrykcyjny styl zarządzania.
Historia Marzeny wpisuje się w wiele podobnych przypadków, z którymi mieliśmy do czynienia. Tego typu środowisko pracy generuje nie tylko znaczny dyskomfort psychiczny po stronie personelu, lecz także zwiększa ryzyko błędów w procesie leczenia, co ma bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa pacjentów.
- Zachowania przełożonej — kiedy wymagania przybierają formę przemocy
Kierownik specjalizacji w praktyce nie pełnił swojej funkcji. W centrum oddziału stała profesor — osoba niezwykle zaangażowana, obecna przy każdej decyzji. Można było się od niej wiele nauczyć. Równocześnie wiele zależało od jej nastroju, który był nieprzewidywalny.
W jej zachowaniu pojawiały się elementy:
- podnoszenia głosu i krzyku,
- obwiniania bez podstaw,
- straszenia konsekwencjami,
- zmiennego traktowania zależnego od nastroju.
Zdarzało się, że profesor robiła awantury Marzenie za błędy, które popełnione były na dyżurze, na którym jej nie było. Kiedy okazywało się, że Marzena nie była za nie odpowiedzialna, profesor zachowywała się, jakby nic się nie wydarzyło.
W takiej sytuacji utrata poczucia bezpieczeństwa jest naturalną konsekwencją — brak przewidywalności, funkcjonowanie w stanie ciągłego zagrożenia, brak realnego wsparcia, a niekiedy wręcz doświadczanie ataków z różnych stron.
Równocześnie w środowisku lekarskim często obecne jest przekonanie, że nie wolno „okazywać słabości” ani pozwalać sobie na przeżywanie trudnych emocji. W efekcie napięcie i lęk nie znajdują ujścia w otwartej ekspresji, lecz manifestują się w postaci objawów psychosomatycznych.
Rozmowy o braku poczucia bezpieczeństwa i jego konsekwencjach początkowo spotykały się z oporem po stronie lekarki. Marzena reagowała racjonalizacją, próbując wyjaśniać sytuację czynnikami zewnętrznymi lub umniejszać jej znaczenie. W miarę trwania procesu terapeutycznego coraz częściej sama inicjowała ten temat. Towarzyszył temu narastający gniew i wyraźna niezgoda na dalsze funkcjonowanie w takich warunkach. Z czasem Marzena doszła do wniosku, że nie chce dłużej pozostawać w sytuacji, która nie daje poczucia bezpieczeństwa ani realnej perspektywy zmiany w kolejnych latach.
- Przełomowe momenty w terapii
Asertywność i poczucie wartości
Pierwszym istotnym krokiem w terapii było budowanie postawy asertywnej opartej na poczuciu własnej wartości, a nie na konfrontacji.
Marzena zaczęła:
- stawiać granice w relacjach z pacjentami i ich rodzinami,
- reagować inaczej w kontaktach z personelem,
- nie traktować każdej trudnej sytuacji jako czegoś, co „trzeba przeczekać”.
Zmiana ta była możliwa dzięki pracy nad:
- samooceną,
- regulacją emocji,
- sposobem reagowania na stres,
- schematami wyniesionymi z wcześniejszych doświadczeń.
Każde kolejne doświadczenie wzmacniało stabilną, nieagresywną pewność siebie.
Jednocześnie wobec profesor nadal pojawiał się silny lęk i paraliż, który uniemożliwiał bezpośrednią konfrontację.
Rozpoznanie przemocy
Kolejnym ważnym krokiem było uświadomienie sobie, że zachowania przełożonej są przemocowe.
Marzena pierwszy raz nazwała je wprost.
Wcześniej usprawiedliwiała profesor, zakładała dobre intencje lub „troskę o pacjentów”.
Dzięki spojrzeniu z dystansu zobaczyła, że:
- zachowania te były nieprawidłowe,
- atmosfera nie była „normalna”,
- konsekwencje psychiczne były realne i narastały.
To zmieniło jej sposób myślenia o całej sytuacji.
Staż, który zmienił perspektywę
Staż w innym szpitalu pozwolił Marzenie zobaczyć, że:
- wybrana specjalizacja nadal ją interesuje,
- atmosfera pracy może być spokojna i przewidywalna,
- współpraca z pielęgniarkami może mieć partnerski charakter,
- przełożeni mogą wspierać, a nie budować napięcie.
To doświadczenie potwierdziło, że problemem nie była ona ani jej kompetencje, lecz środowisko pracy.
Dwa elementy procesu terapeutycznego okazały się w pracy z Marzeną szczególnie istotne. Pierwszym z nich było rozpoznanie przemocy w najbliższym otoczeniu zawodowym. Zdefiniowanie przemocy bywa trudne, zwłaszcza gdy przez długi czas funkcjonuje ona w formie znormalizowanej. Nie było więc zaskoczeniem, że ten etap zajął Marzenie czas. Kluczowe było, aby lekarka nie była konfrontowana z gotową interpretacją terapeuty. Terapeuta nie uczestniczył bezpośrednio w opisywanych sytuacjach i nie mógł ich jednoznacznie ocenić. Istotą procesu było to, aby Marzena sama mogła spojrzeć na swoje doświadczenia z innej perspektywy i określić, czym są one dla niej.
Drugim ważnym elementem była konfrontacja wiedzy z doświadczeniem. Psychoedukacja stanowi istotną część psychoterapii, jednak sama w sobie często okazuje się niewystarczająca. Tak było również w przypadku Marzeny. Uzupełnieniem pracy terapeutycznej stało się doświadczenie innej rzeczywistości zawodowej. W wielu procesach wspieramy pacjentów w tworzeniu okazji do takich doświadczeń. W tym przypadku Marzena mogła skorzystać ze stażu w innym miejscu, co pozwoliło jej w praktyce porównać warunki pracy, relacje w zespole oraz własne funkcjonowanie w bezpieczniejszym środowisku.
- Kryzys, zwolnienie lekarskie i decyzja o zmianie pracy
Przed powrotem na swój oddział Marzena zaczęła doświadczać:
- nasilonego lęku,
- pogorszenia nastroju,
- myśli rezygnacyjnych.
Po konsultacji psychiatrycznej otrzymała zwolnienie lekarskie na dwa miesiące.
Czas ten został przeznaczony na:
- stabilizację emocji,
- ocenę możliwych rozwiązań,
- przygotowanie do zmiany miejsca pracy.
Po powrocie szybko stało się jasne, że dalsze funkcjonowanie w dotychczasowym środowisku nie będzie możliwe bez kosztów dla zdrowia psychicznego. Marzena rozpoczęła proces zmiany miejsca realizacji specjalizacji i ostatecznie przeniosła się na oddział, na którym wcześniej odbywała staż zewnętrzny.
Nowe miejsce pracy nie było idealne, jednak — korzystając z umiejętności wypracowanych w terapii — potrafiła się w nim odnaleźć, pracować bez strachu i korzystać z asertywności.
- Podsumowanie
Objawy: narastający lęk, objawy somatyczne związane z pracą, poczucie zagrożenia w środowisku zawodowym.
Źródło problemu: długotrwały brak poczucia bezpieczeństwa oraz przemoc relacyjna w miejscu pracy, nasilane przez zależności hierarchiczne i brak realnego wsparcia przełożonych.
Co pomagało: pogłębiona psychoterapia, praca nad poczuciem własnej wartości i sprawczości, regulacja emocji, rozpoznanie przemocy oraz stopniowe uczenie się reagowania na nią; uzupełnieniem procesu było doświadczenie pracy w innym, bezpieczniejszym środowisku.
Efekt: odzyskanie poczucia wpływu na własną sytuację zawodową, poprawa samopoczucia psychicznego, podjęcie decyzji o zmianie miejsca pracy oraz możliwość funkcjonowania bez stałego lęku.
Wniosek: trudności psychiczne u lekarzy i lekarek nie zawsze wynikają z braku kompetencji czy „niedopasowania do zawodu”, lecz często są konsekwencją długotrwałego funkcjonowania w środowisku pozbawionym bezpieczeństwa i obciążonym przemocą relacyjną.